Mary zdawała sobie sprawę z tego, że nastanie taki dzień, w
którym straci dach nad głową. Stało się to dziś, w srogi i zimny październikowy
dzień. Została wyrzucona na ulicę z nędznego jakże mieszkania, które dzieliła
ze starymi pijakami.
Miała
plan awaryjny. Ze swojej reklamówki wyjęła kawałek kartonu z napisem „Zbieram
na chleb”. Wielu ludzi przechodziło obok niej obojętnie. Po 2 godzinach
siedzenia na zimnym murku przy minusowej temperaturze uzbierała jedynie 3
złote. Na chleb czy bułkę jej by co prawda starczyło, ale ona chciała kupić za
to papierosy, wódkę lub inne ohydztwo.
Powoli
zapadał zmrok. Obok niej zatrzymał się pewien chłopak, na pozór zadbany i
schludnie ubrany.
-Co prawda nie mam pieniędzy, ale mogę cię zabrać do siebie.
– zaproponował.
-Wypchaj się.
-Aha, już rozumiem. Niech zgadnę, narkomanka?
-Nie twój interes!
-Marnujesz siebie w ten sposób. Zamiast ogarnąć się to
siedzisz na ulicy jak jakiś menel. Dziewczyno, jak ty wyglądasz?! Podarte
spodnie, brudna kurtka, dziurawe buty. Zadbaj może trochę o siebie.
-Pomyśl trochę, nie stać mnie! – przerwała.
-Nie stać cię na ubranie, a na alkohol masz. No spoko.
-Nie piję!
-Nie oszukuj mnie. Zajeżdża od ciebie wódką na kilometr.
-Pff…
-Dobra, decyzja należy do ciebie. Idziesz ze mną, czy
będziesz czekać aż policja czy straż miejska cię stąd zgarnie?
Zapadła
cisza. Ta rozmowa była dla Marty rozczarowaniem. Dowiedziała się jak
postrzegają ją ludzie. Nie rozumiała dlaczego ten ktoś chce jej pomóc. Po
chwili milczenia wstała i rzekła:
-Prowadź.
Minęło
kilkanaście minut, a już byli w mieszkaniu. Nie było ono duże, ale za to ładne
i przytulnie urządzone. Na półkach i szafkach stało bardzo dużo pucharów i
statuetek. Na ścianach wisiały medale i dyplomy. Mary usiadła na kanapę i
patrzyła się na coś za oknem. Chłopak badał ją wzrokiem, po chwili zauważył, że
Mary trzęsą się ręce. Zastanowił się
dlaczego, po czym zajął miejsce obok jej.
-Jak ci na imię?
-Mary.
-Mary?
-To pseudonim, na imię mam Marta.
-Jestem Daniel. – wyciągnął rękę do dziewczyny, lecz ta nie
zareagowała.
Słuchaj- zaraz dam ci ręcznik i jakieś ubrania, mam gdzieś
coś od siostry. Ja w tym czasie przygotuję ci coś do jedzenia.
Zrobiła
jak kazał. Starannie się umyła, wyszła z wanny, stanęła przed lustrem. Była
cała posiniaczona. Na ręce blizny i rany, były bardzo widoczne. Z jednej strony
ich się wstydziła, a z drugiej to one przypominały jej te wszystkie okropne dni. Gdy przychodziła ze szkoły jej
rodzice siedzieli napici, czasami nie byli w stanie wstać z fotela i cokolwiek
zrobić. Nie raz oberwała od ojca z pięści; matka nie lepsza, nie interesowała
się losem córki. Nic nie robiła w domu, nie dawała sobie rady i jedyną dla niej
ucieczką było okaleczanie się.
Wyszła
z łazienki. Daniel zmywał właśnie naczynia.
-Siadaj do stołu. Podgrzałem dla ciebie obiadu, sam robiłem.
Na razie masz herbatę, ile słodzisz?
-Nie wiem.
-Jak to nie wiesz?
-Rzadko piję coś ciepłego, a co dopiero herbatę.
-No dobrze, rozumiem.
Po
chwili Marta sączyła swe popękane usta w malinowej herbacie. Kilka minut
później chłopak podał jej talerz z gorącą pomidorówką i bułkę z serem. Oparł
się o blat kuchenny i obserwował jak Mary szybko zajada się jego danie.
Nim się
obejrzał talerz był pusty. Dziewczyna założyła ręce za głowę i beknęła.
-Zazwyczaj jak człowiek skończy jeść mówi „Dziękuję”. –
zwrócił jej uwagę.
-Nie będziesz mnie pouczał!
-Spokojnie, chciałem tylko poinformować cię o tym, bo
cywilizowani ludzie tak nie robią.
-Powiedzmy, że ja jestem typem jaskiniowca. – rzekła i
poklepała się po brzuchu.
-Hahahaha! – wybuchł śmiechem – Dobra, idź do pokoju, zaraz
przyjdę i porozmawiamy. – zawiadomił.
Usiadła
na kanapie, on naprzeciwko jej, dzielił ich mały stolik.
-Jeżeli chcesz tu tymczasowo zamieszkać, to będą
obowiązywały cię pewne zasady.
-Ygh…
-Posłuchaj mnie teraz. Nie sprowadzaj mi tu żadnego
podejrzanego towarzystwa, u mnie w mieszkaniu nie ma palenia, picia,
przeklinania i inne tym podobne. Mam wolny pokój, wstawię ci tam łóżko polowe
lub jakiś materac. Pomogę ci, jeżeli będziesz przestrzegała tego co ci
powiedziałem.
-Ehe… - dziewczyna nie wyobrażała sobie mieszkania z taką
osobą, ale musiała się zgodzić. Po prostu nie miała innego wyjścia.
-Aha, i jeszcze coś. Jutro pójdę cię zapisać na specjalne
zajęcia, tylko się nie bój. Będą tam ludzie, którzy przechodzą podobne problemy
do twoich.
-Że co?
-To co słyszałaś. Jutro pojedziemy też do sklepu z odzieżą
używaną, wybierzesz sobie coś, a potem pójdziemy na mecz.
-Niech ci będzie.
-Co taka ponura? Uśmiech proszę, a teraz może się połóż.
Przyniosę ci jakiś koc byś nie zmarzła.
Zanim
Daniel znalazł coś do okrycia ona już zasnęła. Młody chłopak opatulił ją
kocem. Spoglądał na nią maślanymi oczami. Minęło jakieś pół godziny, a zasnął
on on obok Mary...............................................................................................................
Eh, no to mam I rozdział, troszkę ciężko było mi cokolwiek napisać, ale jest to co jest. Proszę o szczere komentarze. ;)